Poniedziałek, 6 sierpnia, 2018

II. Rewitalizacja pamięci, czyli słów kilka o „zależności od szlaku"


Zagłębie górnicze

 

Tradycje tradycji

Górnicy były zawsze szczególną kategorią zawodową. Już w średniowieczu gwarectwa jako forma samoorganizacji i różnego rodzaju przywileje wyróżniały ich pozycję. Na przełomie XV/XVI w. w Olkuszu stosowano wspólne kieraty do wyciągania rudy, wspólnie budowano chodniki, odwadniano kopalnie. Tam też w 1671 roku zorganizowano Kasę Wspólnej Pomocy Między Górnikami, która miała „m.in. pokrywać koszty związane z obroną dawnych praw i wolności górników, wypłacać renty i zapomogi dla pracujących, chorych, niedołężnych, wdów i sierot po zmarłych górnikach, na pogrzeby”.

W kontekście tradycji górniczych w nie sposób nie wspomnieć o kopalni soli w Wieliczce, o której Stefan Bratkowski pisał, że to „pierwsze przedsiębiorstwo przemysłowe”,  wyprzedzające o stulecia inne podobne w Europie, zatrudniające pracowników najemnych (różniło je to od gwarectw), którzy do tego posiadali swój związek zawodowy. „Nasi górnicy nie byli mistrzami cechowymi ani gwarkami. Byli wolnymi ludźmi i sprzedawali swą pracę”, co więcej, system zarządzania opierał się na pewnym samorządzie: „to bractwo samo rozdziela stanowiska pracy– to coś jakby dziś demokracja przemysłowa w przedsiębiorstwie państwowym (wtedy Wieliczka była królewska).

 

Korpus górniczy i kasy brackie

W późniejszych czasach – początków masowego górnictwa – o pracowników, szczególne tych zatrudnionych pod ziemią, trzeba było specjalnie zabiegać. Początkowo zmuszano do tej pracy chłopów pańszczyźnianych lub nienadających się (np. z powodu wzrostu) do wojska rekrutów. Próbowano też skusić górników z innych ziem. I tak, by ściągnąć fachowców, już w czasie Księstwa Warszawskiego nadawano sporo przywilejów imigrującym górnikom i rzemieślnikom. W 1817 roku stworzono Korpus Górniczy, który miał zapewniać dożywotnią służbę w górnictwie. Była to więc ciężka, czasem przymusowa, praca, wiążąca się jednak również ze znacznymi przywilejami. Bycie w Korpusie zwalniało ze służby wojskowej, zapewniało odpowiedni mundur (Korpus składał się zarówno z urzędników górniczych, jak i robotników), zapewniało też ubezpieczenie w kasach brackich, w których gromadzono środki potrącane z wynagrodzeń. W 1862 roku Korpus wprowadzono w zakładach prywatnych, by rozwiązać go w roku 1876.

Za czasów górnictwa rządowego górnicy (w kopalniach rządowych) korzystali z instytucji bezpłatnej opieki lekarskiej i kasy brackiej. Od 1859 roku takie kasy powstawały też w prywatnych przedsiębiorstwach, np. w roku 1878 przy Towarzystwie Francusko-Włoskim, w 1883 – w kopalni „Flora” . Kasy Brackie na terenach Królestwa dotyczyły właściwie tylko górników i stały się powszechne dopiero od 1890 roku, choć tuż za granicą – na Śląsku czy w Galicji – ubezpieczenia górnicze były określone ustawowo. Chociaż kopalnie miały wpłacać do Kas składki w wysokości co najmniej 1/3 składek robotniczych, to jednak ponieważ kasy te prowadzone były przez kopalnie, zdarzały się nadużycia. Prawo w Królestwie powoli (tuż za granicami Zagłębia kwestie te były już dawno uregulowane) zapewniało ochronę górnikom. Jednak dopiero w 1902 roku ustawa nałożyła na przemysłowców obowiązek wypłaty odszkodowań.

 

Sztygarka i biedaszyby

Mówiliśmy o kadrze technicznej i zarządzającej, za chwilę dojdziemy do ruchu robotniczego. W takich różnorodnych kategoriach można mówić o górnictwie. Ta różnorodność w historii Dąbrowy dobrze oddają dwa historyczne zjawiska.

Z jednej strony tym, co określało Dąbrowę jako centrum górnicze, była powstała w 1889 roku, po wieloletnich staraniach, szkoła średnia dla sztygarów i majstrów, tzw.  „Sztygarka”. Kształciła ona kadry górnicze, ale też zaangażowanych działaczy (o tym dalej). Dzięki niej można było wejść do górniczej elity.

Z drugiej jednak strony, w sytuacjach ekstremalnych trudności ekonomicznych pojawiały się w Dąbrowie tzw. biedaszyby, czyli nielegalne, niezabezpieczone miejsca wydobycia węgla. W czasie wojennego głodu w latach I wojny światowej tworzono na dużą skalę takie przydomowe biedaszyby „w podwórkach, ogrodach, stodołach”. Z kolei w czasie kryzysu gospodarczego przełomu lat dwudziestych i trzydziestych takie biedaszyby stanowiły już zagrożenie dla właścicieli dużych kopalń i systematycznie, czasem przemocą, były likwidowane. „Niszczenie szybików doprowadzało niejednokrotnie do bójek, a nawet długotrwałych walk biedaszybikarzy z policją i ekipami kopalnianymi. Zdarzało się również, że zrozpaczeni ludzie odmawiali opuszczenia swoich kopalenek, odpowiadając, że wolą umrzeć od razu niż konać powoli z nę­dzy”. Ponoć „jednym z ostatnich biedaszybikarzy był bezrobotny Antoni Michalski, aresztowany w dniu 16 VI 1942 r. za nielegalne wydobywanie węgla”.

 

Przymus czy przywileje

Po II wojnie światowej powtórzyła się sytuacja z początku XIX wieku. Armia Czerwona przeprowadziła wczesną wiosną 1945 r. na terenie Zagłębia i Górnego Śląska łapankę na „niemieckich” górników, których wywożono do kopań w ZSRR. Wicewojewoda Jerzy Ziętek próbował temu przeciwdziałać i ponoć ocalił przed wywózką kilkaset osób, ale ilu Polaków nie udało się wśród wywożonych ujawnić, nie wiadomo. Kopalnie stały puste. Zapełniali je najpierw niemieccy więźniowie, potem, po prostu jak przed wiekiem,  żołnierze, zmuszani do pracy pod ziemią. Wydajność spadała i dopiero Gierek (sam przecież górnik) zmienił politykę rządu – próbując przywilejami skusić nowych wydajnych pracowników i stworzyć nowy stan górniczy – Barbórka jako święto prawie państwowe (wszystkie dzieci w przedszkolach w całej Polsce kleiły czapki górnicze), specjalne sklepy, czternastki itp. Jednak niewydolny system szybko obok marchewki zastosował i kij (czterobrygadowy czas pracy). Powoli Dąbrowa stawała się coraz mniej górniczą. Pytaniem pozostaje czy Dąbrowa, której rozkład przestrzenny w dużej mierze został narzucony przez powstające kopalnie i powiązane z nimi zakłady przemysłowe, ma coś jeszcze z bycia miastem górniczym? Czy to już tylko przeszłość, o której trzeba zapomnieć, pozostawiając turystom oglądanie choćby kopalni ćwiczebnej w Muzeum Sztygarka? A może coś z tradycji górniczej tkwi nadal w mieszkańcach Dąbrowy, może coś warto kultywować? 

 

Piotr Frączak


« Poprzednia aktualnośćNastępna aktualność »

Dziękujemy za rejestrację!