Samobójcy i choleryki

21.09.2016

Trzy tygodnie temu, wspólnie z rodzinami, odwiedzaliśmy dąbrowskie cmentarze, by wspomnieć tych, których nie ma już wśród nas. Nekropolie rozkwitły morzem kwiatów i rozbłysły tysiącami zniczy. Mało kto wie, że w ich cieniu skrywają się niewyjaśnione historie, o których pisze Krzysztof Kulik, moderator popularnego profilu Dąbrowa Górnicza News oraz Dąbrowa Budynkami Pisana.

Tajemniczy zakątek wśród drzew

Każdy z dąbrowian zna cmentarz na Górce Gołonoskiej. Wiekowe, nierzadko skruszone zębem czasu, pomniki oraz umiejscowienie w jednym z najstarszych punktów naszego miasta, nadają mu tajemniczą, nieco mroczną aurę. Jest jednak taka część nekropolii, gdzie naprawdę można dostać gęsiej skórki...

W zachodniej części cmentarza, kilka metrów poniżej uczęszczanych ścieżek, znajduje się miejsce, które nosi niechlubną nazwę „cmentarza samobójców”. Nawet bez znajomości nazwy, każdy potwierdzi, że panuje tu dość niepokojący nastrój. Jedynie na nielicznych grobach leżą kwiaty lub stoją zapalone znicze. Wiele krzyży i tabliczek zasłoniętych jest trawą i chaszczami, a część z nich, potłuczona i zdewastowana, wala się dokoła. W oczy rzuca się brak nagrobnych płyt i inskrypcji. Przy ziemnych mogiłach stoją samotne krzyże, gdzieniegdzie widać tylko prostokątny zarys grobu. Jest to jedyna część gołonoskiego cmentarza, gdzie rosną prawdziwe wysokie drzewa – ich rozłożyste korony blokują dostęp światła, przez co panuje tu niepokojący półmrok, kontrastujący z dobrze oświetloną pozostałą częścią nekropolii. Dochodzi do tego jeszcze umiejscowienie - pod skarpą. By tu dojść, trzeba skorzystać z wąskich schodów, mocno trzymając się wykonanej chałupniczo, drewnianej poręczy.

Próżno szukać oficjalnych informacji o tym fragmencie Cmentarza na Górce. Z przekazywanych ustnych relacji dąbrowian wynika, że ta część zarezerwowana jest dla osób bezimiennych, bezdomnych, których nie stać na zwyczajny grób lub nikt nie zainteresował się ich śmiercią i nie wyprawił pogrzebu. Miejscowa legenda każe tu także widzieć groby samobójców, stąd obiegowa nazwa. Oczywiście znajdują się tu również zadbane pomniki, które regularnie odwiedzają rodziny zmarłych. Pozostaje jeszcze kwestia wątku wojennego. Pod koniec II wojny światowej, w czasie natarcia 59. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, na Górce Gołonoskiej toczyły się wyjątkowo zażarte walki. Niemcy właśnie tutaj bronili się przed nadciągającą ofensywą. Każdy zna miejsce pochówku żołnierzy sowieckich - pod pomnikiem w Gołonogu. Można jednak zadać sobie pytanie, gdzie w takim razie leżą polegli Niemcy? Jedno z prawdopodobnych miejsc ich pochówku upatrywane jest właśnie tutaj.

Aby nie zostawić tej sprawy bez jednoznacznej odpowiedzi, skontaktowałem się z administratorem cmentarza - Marcinem Młyńskim, który potwierdził część miejskiej legendy. Jak wynika z jego relacji, w czasach PRL-u w tej części cmentarza pochowano kilku samobójców. Jednocześnie Pan Marcin nie potwierdził informacji o pochowanych żołnierzach niemieckich.

Chodzą słuchy, że niebawem „cmentarz samobójców” zostanie zlikwidowany – brak miejsc na nowe pochówki wymusi na administracji zniwelowanie skarpy i podwyższenie terenu. Tym samym zniknie, opisywany wyżej, zakątek, a wraz z nim w ludzkiej pamięci zatrze się świadomość niezwykłości tego miejsca.

Zapomniane cmentarze

Budynek wybudowany na zapomnianym cmentarzu z ubiegłych wieków... Brzmi jak wstęp do horroru? Tym razem to nie będzie filmowa fikcja, a dąbrowska rzeczywistość.
Cmentarze te lokalizowano daleko od ludzkich osad. Od zawsze towarzyszyła im aura śmierci i niepojętej ludzkiej tragedii. Może właśnie z tego powodu pamięć o tego typu zbiorowych mogiłach bardzo rzadko ginęła w świadomości ludzi.

W ubiegłych wiekach epidemie cholery dziesiątkowały ludność. Dotyczy to także terenów obecnego Zagłębia Dąbrowskiego, gdzie brak higieny oraz niedostateczna wiedza powodowały, że choroba dziesiątkowała całe rodziny, a nawet wsie. Sporym problemem były ciała zmarłych osób. Ofiar pomoru nie chowano na zwyczajnych cmentarzach, obawiając się nawrotu epidemii, lecz grzebano w zbiorowych mogiłach, zwanych cmentarzami cholerycznymi, a potocznie „cholerykami”. Cmentarze te lokalizowano daleko od ludzkich osad. Od zawsze towarzyszyła im aura śmierci i niepojętej ludzkiej tragedii. Może właśnie z tego powodu pamięć o tego typu zbiorowych mogiłach bardzo rzadko ginęła w świadomości ludzi. Znany jest przypadek, że rodzina rolników przez ponad 100 lat, podczas żniw, omijała kępkę drzew, pod którą spoczywali zmarli. Z czasem rozrastająca się zabudowa miejska wchłonęła jednak wiele z takich miejsc.

W Dąbrowie znane są dwa takie przypadki. Pierwszym jest cmentarz na Starej Dąbrowie, przy ulicy Ludwika Kondratowicza. Informacje o nim uzyskałem z archiwalnych map, na których jest wyraźnie oznaczony. W późniejszym okresie zorganizowano w tym miejscu również niewielki cmentarz mariawicki. Obydwa z nich już nie istnieją. Nie mam niestety informacji, czy przeprowadzono ekshumację leżących tam ciał.

Drugi dawny „choleryk” znajduje się w Gołonogu, na rogu ulic Swobodnej i Gwardii Ludowej, gdzie obecnie wznosi się budynek użytkowany m.in. przez dąbrowskie stowarzyszenia. Cmentarz w tym miejscu został zlikwidowany w czasie II wojny światowej przez Niemców, którzy z tego terenu wydobywali piasek na potrzeby kopalni. Wiadomo, że wówczas przeprowadzono ekshumację. Nie dotarłem do informacji, dokąd przeniesiono ciała zmarłych. Należy jednak przypuszczać, że trafiły one na pobliski cmentarz na Górce Gołonoskiej.

Kto wie, może zmarłych na cholerę złożono w jego najbardziej tajemniczym zakamarku pośród rozłożystych drzew?

Krzysztof Kulik

PS. Zwracam się do czytelników z apelem o pomoc w zgłębieniu tematu. Może ktoś posiada więcej informacji na temat tajemnic cmentarza na Górce Gołonoskiej lub cmentarzy cholerycznych i chciałby się nimi podzielić z redakcją? Zapraszam do kontaktu przez stronę Dąbrowa budynkami pisana

Dziękujemy za rejestrację!