Miejski underground

27.10.2017

Ostatnie numery „Alternatywnika” poświęciliśmy na wspominanie gier i zabaw podwórkowych. W tym wydaniu Krzysztof Kulik zabiera nas na pasjonującą wędrówkę po dąbrowskich podziemiach.

 

Wyobraźnię dąbrowian od zawsze rozpalał temat tuneli biegnących pod miastem, schronów przeciwatomowych i bunkrów z czasów wojny. Jakiś czas temu, na jednym z lokalnych forów internetowych, rozgorzała dyskusja o sieci schronów pod Mydlicami stworzonej podobno podczas budowy osiedla na wypadek wybuchu kolejnej wojny. Z biegiem czasu coraz więcej osób przypominało sobie, jak, będąc dzieckiem, eksplorowało tajemnicze tunele, pokonywało pod ziemią kilometry, by wydostać się na powierzchnię z kompletnie innej strony osiedla. Relacje mówiły nawet o ogromnych podziemnych garażach, w których zmieściłaby się ciężarówka! Jednocześnie pojawiły się grupki osób, które natychmiast chciały eksplorować tajemnicze podziemia i odkryć sekrety Mydlic. Nikt jednak nie potrafił wskazać miejsc, w których znajdowały się wejścia.

 

Początkowo traktowałem te relacje z przymrużeniem oka, ale gdy popytałem swoich znajomych, okazało się, że niemal każdy, kto spędził dzieciństwo na Mydlicach, powtarzał podobne historie. Zmieniały się tylko długości tuneli, ich rozmiary, miejsca wejść pod ziemię. W końcu postanowiłem, że sprawdzę, że udowodnię, że się dowiem i zbadam. Przez długi czas nie potrafiłem znaleźć żadnego wejścia czy chociażby śladu na powierzchni po jakiejś wentylacji, wyjściach ewakuacyjnych, czymkolwiek. Pomyślałem jednak, że na upływ czasu należy nałożyć dziecięcą wyobraźnię. Wówczas zorientowałem się, że sławne „schrony” mijałem wielokrotnie.

 

Kanały na Mydlicach

Mydlice są przeplecione systemem podziemnych tuneli technicznych. W betonowych kanałach pod ścieżkami i placami osiedla biegną kilometry kabli i instalacji technicznych. Ich sieć tworzy prawdziwy podziemny labirynt. Jak do niego dotrzeć? Dosyć łatwo. Przed wieloma blokami możemy dostrzec zielone, metalowe osłony, które prowadzą właśnie do środka mydlickich „bunkrów”. Dziecięca wyobraźnia i czas wyolbrzymiły rozmiary podziemi i stworzyły kolejną miejską legendę. Dostęp do środka był dla dzieciaków przywilejem – przewodnicy znający aktywne wejścia wtajemniczali tylko najbardziej zaufanych kolegów. Bo przecież najważniejsze było, aby nie dowiedzieli się o tym rodzice, którzy po uzyskaniu informacji, natychmiast zabezpieczyliby rozerwane siatki przy otworach wentylacyjnych i tunele stałyby się niedostępne. I co wtedy zrobić? Jak dalej żyć? Przecież te wyprawy, oprócz ogromnej frajdy, dostarczały dzieciom sporej dawki strachu – nigdy nie było wiadomo, co spotka się za kolejnym zakrętem tunelu. „Ducha! Broń! A może niemieckiego trupa? A gdyby tak SKARB! Bursztynową komnatę najlepiej! ”

 

Obecnie wszystkie wejścia do tuneli są dokładnie zabezpieczone i nie ma niebezpieczeństwa, iż kolejne pokolenie dzieci zacznie zwiedzać podziemia osiedla. Pozostaną w domu i jedyny tunel, jaki sobie poeksplorują, to ten, który sami zbudują sobie w „Minecrafcie”. Bezpiecznie, owszem. Tylko poziom frajdy jednak trochę inny… Podobne historie powstawały w innych częściach miasta – na przykład na Osiedlu Adamieckiego niegdyś wszystkie piwnice długich, czteropiętrowych bloków były ze sobą połączone, co przy ilości zaułkówi zakrętów tworzyło dla dzieci niecodzienny plac zabaw.

 

Podziemia Gołonoga

Nie znaczy to oczywiście, że w naszym mieście nie ma schronów z prawdziwego zdarzenia. Wiedza o nich raczej dość rzadko wypływa na światło dzienne i możemy sobie nawet nie zdawać sprawy z faktu, że pod naszym nosem coś takiego się znajduje. Jednym z przykładów są podziemia Plastyka (Zespół Szkół Plastycznych). Prawdopodobnie nie zdając sobie z tego sprawy, uczniowie tej szkołynbkażdego dnia wchodzą do środka schronu. Tak, każdego dnia! W jego wnętrzu jest bowiem zorganizowana szatnia!

 

Każda z jej futryn ma kilka centymetrów grubości, nad głowami wisi zbrojony beton, a w jednym z pomieszczeń, za specjalną zasłoną, znajduje się tunel ewakuacyjny prowadzący pod szkolne boisko. Mimo upływu czasu i remontów, wprawne oko nadal dostrzeże miejsce po komorze filtrowentylacyjnej, ciągi rur wentylacyjnych czy pomieszczenia przypominające punkt przyjmowania meldunków. Zdjęcia we wnętrzach zostały wykonane w zeszłym roku. Schron jest elementem o wiele szerszego założenia w technologii TOPL, któremu podlega całe osiedle wokół szkoły. Każdy z bloków ma w piwnicach mniejsze schrony dla mieszkańców, z których wyjścia prowadziły na place wewnątrz osiedla – charakterystyczne grzybki z siatką. Przed termomodernizacją wiele z nich posiadało jeszcze na elewacji wyloty rur wentylacyjnych. Warto dodać, że budynki te budowano w taki sposób, aby za pomocą kilku ciężarówek lub czołgów zablokować możliwość wjazdu do środka „kwadratu bloków”, tworząc z nich swoistą twierdzę. Schematy TOPL zakładały również budowę ujęcia wody we wspomnianych „kwadratach” oraz lokalizację punktów obserwacyjnych na szczycie jednego z bloków. Nie stwierdziłem istnienia w Gołonogu tych elementów, co nie oznacza, że tam nie istniały. Jednak do dziś pozostałościami po założeniach TOPL na Starym Gołonogu są gazoszczelne drzwi w piwnicach bloków.

 

Ząbkowicki magazyn

Innego rodzaju schron znajdziemy w Ząbkowicach. Na terenie dzielnicy stoi mały, wiekowy i niepozorny magazyn. W jego piwnicach znajduje się szereg pomieszczeń dawnego ukrycia przeciwlotniczego. Choć obiekt został już częściowo rozszabrowany przez złomiarzy, to nadal znajdziemy tu elementy dawnego wyposażenia. Dostępu do środka schronu bronią ogromne stalowe drzwi gazoszczelne, a we wnętrzu stoi stara budka telefoniczna do przyjmowania meldunków. Na drzwiach pomieszczeń wypisano ich funkcje – m.in. Magazyn Sanitariatów, Izolatka Chorych czy Komora Filtrowentylacyjna. Obiekt mógł pełnić funkcję Centrum Dowodzenia Ruchem Kolejowym na Stacji Ząbkowice na wypadek ataku na nasz kraj.

 

Bunkier w Łośniu

Warto też wspomnieć o bunkrze na szczycie Góry Łosieńskiej. Z tym obiektem wiąże się tajemnica z czasów II wojny światowej. Otóż Góra Łosieńska, poza tym, że była świetnym punktem obserwacyjnym, skąd niemiecki snajper z drewnianej wieży ostrzeliwał nadciągających Rosjan w 1945 roku, znajduje się na drodze z Pyrzowic na Pustynię Błędowską. A Pyrzowice podczas II wojny światowej były niemieckim poligonem doświadczalnym, na którym testowano różnego rodzaju pociski i bomby lotnicze. Część z nich wystrzeliwano w kierunku Pustyni Błędowskiej, gdzie znajdował się poligon. Lecące na wschód pociski po drodze mijały właśnie Górę Łosieńską. Jest bardzo prawdopodobne, że na jej szczycie znajdował się punkt obserwacyjny testowanych pocisków, a schron miał na celu ochronę techników wojskowych – pośród pól nie było gdzie się ukryć przed ewentualnym nalotem. Wśród relacji mieszkańców okolicznych wiosek pojawiają się nawet przesłanki, iż tą drogą mogła przelatywać sławetna tajna broń Hitlera – rakiety V-2. Niestety, nigdy nie pojawiły się niepodważalne fakty i te rewelacje nadal czekają na dokładniejsze zbadanie przez pasjonatów II wojny światowej. Może to ktoś z Was?

 

Mówiąc o dąbrowskich podziemiach, nie można również zapomnieć o jednej z najbardziej istotnych dziedzin w historii naszego miasta, czyli górnictwie. Choć na powierzchni po kilkudziesięciu zakładach działających na przestrzeni lat nie pozostało zbyt wiele pamiątek, pod naszym miastem wciąż znajdują się kilometry wydrążonych chodników. Skoro były tunele, to musiały być i szyby górnicze oraz upadowe. Znajdziemy je m.in. pod Damelem, na dawnej strzelnicy na Podlesiu czy chociażby w Parku Hallera. W większości są całkowicie zlikwidowane i zasypane, i tylko wprawne oko dojrzy, gdzie się znajdowały. Jednakże w paru innych miejscach zachowały się wciąż aktywne wejścia.

 

Tunel na Korzeńcu

Na Korzeńcu, niedaleko ulicy Jana Długosza, w lasku wśród traw i krzewów wybija się betonowy tunel. Gdy podejdziemy bliżej i zajrzymy w wybity w tamie otwór, naszym oczom ukaże się przejmująca ciemność, która zdaje się prowadzić głęboko pod powierzchnię ziemi. Jest to dawny szyb wentylacyjny Jan II. Dalszy bieg tunelu prowadzi głęboko pod ziemię, do dawnych wyrobisk kopalni. Niegdyś w kolistym zakończeniu tunelu był umieszczony wentylator. Obecnie nie jest możliwa dalsza eksploracja i zejście pod ziemię – nawet, jeśli natrafimy na moment, w którym tunel nie będzie zalany przez wodę, to i tak dalej znajduje się solidna tama broniąca dostępu do podziemi. Drugi podobny obiekt znajdziemy na granicy Strzemieszyc i Staszica. Jest on jeszcze bardziej niepozorny od poprzedniego – ot zwykły ceglany murek. Tutaj też znajduje się zejście do podziemnych chodników. Szyb jest zalany, ale prawdopodobnie nie jest w żaden sposób zablokowany. Na forum eksploratorzy.com znajdziemy relację ustną z nurkowania w nim w 2008 roku, kiedy komuś udało się zejść aż na głębokość 40 metrów! Niestety, nurek nie dotarł do właściwych tuneli – szyb jest niemal dwa razy głębszy. Być może, gdyby znów pojawił się ktoś z odpowiednim sprzętem i umiejętnościami, udałoby się powtórzyć podwodną eksplorację i odkryć kolejne dąbrowskie tajemnice.

 

Krzysztof Kulik

 

W Dąbrowie Górniczej znajduje się jeszcze wiele innych szybów kopalnianych i schronów – może nawet w pełni wyposażonych. Istnieją poniemieckie schrony koło dworca w centrum, schron w Małpim Gaju obok CH Pogoria, bardziej współczesne pod Hutą Katowice – pewnie i pod urzędem znajdziemy jakiś obiekt. Część z nich odwiedziłem, jednak większość jest niedostępna. Może kiedyś odkryjemy kolejne.

 

Piszcie do nas w tej sprawie.

Dziękujemy za rejestrację!