Zróbmy sobie jezioro…

26.04.2018

Na progu sezonu kąpielowego O historii i urokach Pogorii I opowiada Piotr Ślusarczyk, natomiast Krzysztof Kulik zajął się wielofunkcyjnym obiektem, łączącym Śląsk i Zagłębie, pływanie z biesiadowaniem, a przy tym przyciągającym odlotowym kształtem. Słowem – kultową „Arizoną”.

 

Zazwyczaj gdy mówimy „pojezierze”, mamy na myśli grupę jezior położonych w północnej części Polski. I byłoby to w pełni uzasadnione, gdyby nie Pojezierze Dąbrowskie, nasz lokalny wkład w zmianę podręczników geografii. Tak się składa, że mieszkamy w miejscu, które bezsprzecznie stworzył przemysł, i które, wraz z przemysłowym rozwojem, zaczęło niczym tlenu potrzebować przyrody. Bo po co szukać na mapach zacisznych miejsc nad wodą, nad którą można zrealizować regeneracyjny spacer po ciężkim dniu pracy lub zaznać ochłody w czasie upalnego lata, skoro można mieć to u siebie?

 

Brzmi trochę absurdalnie, ale rzeczywiście tak było, że czego nie dała Matka Natura, dąbrowianie postanowili zrobić sami. Wydarli kopalniane wyrobiska piasku z rąk górnictwa i przekształcili je w zbiorniki wodne.

 

Pierwszym z nich, powstałym na granicy Tworznia i Ząbkowic, była Pogoria I. Pierwotne plany powstania „jedynki” datuje się na lata 30. XX wieku. Zalew dawnych wyrobisk położonych w tym miejscu rozpoczęto w roku 1938, a ostateczne powstanie Pogorii w formie znanej do dziś to rok 1943. „W czasach słusznie minionych” Pogoria I była głównym miejscem rekreacji dąbrowian. Letnie miesiące tętniły tu pełnią radosnego, niczym nieskrępowanego życia. Dąbrowianie wypoczywali na plażach, urlopowicze zjeżdżali do domków letniskowych i ośrodków wypoczynkowych wokół jeziora.

 

Jak wspomina pan Adam: – „Dziadek opowiadał mi, że na początku lat 60. zbiornik był głównym miejscem spotkań okolicznych młodziaków. Może nie będę opisywał wszystkiego ze szczegółami, bo to się nie nadaje, ale – wierz mi Piotrek – określenie ich trybu życia słowem „hulaszczy” byłoby niedopowiedzeniem. Mogę tylko powiedzieć, że latem, kiedy w okolice naszego jeziora masowo zjeżdżali turyści i ludzie z okolic, a tym samym i piękne urlopowiczki, dziadek i jego banda zacierali już ręce. Jak słucham tych dziadkowych wspomnień, dochodzę do wniosku, że nasze pokolenie nie ma już takiej fantazji. Nie wiem, czy to wynik zmian społecznych, pewnie tak, bo ówczesny system będący absolutnym zaprzeczeniem wolności, na pewno „podkręcał” pragnienie totalnej swobody, ale my teraz bylibyśmy przerażeni sposobem imprezowania tamtego pokolenia”. Niestety, dalsze opowieści pana Adama rzeczywiście nie nadają się do publikacji, ale musicie mi wierzyć, że poziom wyuzdania i szaleństwa ówczesnej młodzieży wprowadził mnie w zupełne osłupienie. Otaczająca zbiornik bujna roślinność, widziała wiele bujnych historii. I tu skromnie spuśćmy oczy. Oraz zasłonę milczenia...

 

Oddajmy głos pani Kasi, która, co ciekawe, nie jest mieszkanką Dąbrowy Górniczej, ale dzięki jej opowieściom mamy okazję usłyszeć, jak wyglądał nasz zalew w latach 80. z perspektywy małej dziewczynki, która przyjeżdżała tu na wakacje! „Od urodzenia mieszkam w Łodzi, jednak dobrze pamiętam, że w okolicach roku 85. tata zabrał raz czy dwa całą naszą rodzinę, czyli mamę, mnie i brata na wakacje do Dąbrowy Górniczej, gdzie wówczas przy ul. ORMO (dzisiejsza Dębowa) mieszkali jego krewni. Wujek pakował nas do Zaporożca i jechaliśmy nad Pogorię. Miałam wtedy bodajże 10 lat. Pamiętam tłumy ludzi na plaży oraz ośrodek wypoczynkowy tuż przy niej. Raz nawet wujek i tata zabrali mnie i brata na łódkę, którą okrążyliśmy całe jezioro. Woda była czysta i wyjątkowo zimna, nawet w środku lata. Pamiętam, że zawsze byli tam kajakarze, trafiliśmy nawet na jakieś zawody, bowujek mówił, żebyśmy się ładnie zachowywali, bo „władze przyjechały”. Opowiadał też, że w jeziorze są zatopione niemieckie bunkry, ale nie wiem, czy była to prawda”.

 

No właśnie! Temat poniemieckich bunkrów jest o tyle ciekawy, że jezioro leży akurat na szlaku wojennych umocnień. Dookoła rozsianych jest co najmniej kilkanaście różnych punktów obronnych, a i stare mapy uwzględniają to miejsce jako teren strategiczny. Co więcej, gdy zapytałem ludzi na forach o różne ciekawostki dotyczące „jedynki”, kilka osób podniosło głos, że w Pogorii są ponoć zatopione bunkry i resztki nazistowskich fortyfikacji. Cóż, być może jest w tym trochę prawdy, jednak nie mogłem jednoznacznie potwierdzić tego faktu.

 

Rekreacja to nie wszystko. „Jedynka” przez wiele lat była miejscem zmagań sportowych. Odbywały się tu regaty żeglarskie, zawody kajakowe i wiele innych imprez związanych z wodą. Przez wiele lat na dąbrowskim akwenie trenował Waldemar Marszałek – legendarny wielokrotny mistrz świata i jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii sportów motorowodnych. Do jego największych osiągnięć należy między innymi zdobycie wspomnianego wcześniej tytułu Mistrza Świata aż trzy razy z rzędu. Warto też dodać, że Pogoria posiada ogromne walory przyrodnicze. Najważniejszym z nich jest, umiejscowiony między zbiornikiem a torami kolejowymi, żytek ekologiczny „Młaki nad Pogorią”. Miejsce to zostało utworzone na podstawie Uchwały Rady Miejskiej z maja 2002 roku. Służy ochronie niespotykanych prawie nigdzie indziej siedlisk torfowiskowych oraz rzadko spotykanych gatunków roślin, takich jak młaki (stąd nazwa) czy wyblin jednolistny z rodziny storczykowatych, który jako zagrożony wyginięciem został wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Roślin. Innymi chronionymi gatunkami f lory, które właśnie okolice zbiornika obrały sobie za dom, są między innymi: kosatka kielichowa czy rosiczka długolistna. Poza rzadkimi przedstawicielami roślinności, nad Pogorią możemy również spotkać chronione okazy fauny: ryjówkę aksamitną, zębiełka białawego oraz żaby – trawną i moczarową.

 

Od kiedy trójka jest przed jedynką? W ostatnich latach blask pierwszej z czterech dąbrowskich Pogorii blednie. Palmę pierwszeństwa przejęła jej młodsza siostra, czyli powstała w latach 70. Pogoria III – obecnie najbardziej znane miejsce rekreacji i wypoczynku nad wodą w całym Zagłębiu Dąbrowskim. To ona skupia na plaży ludzi szukających ochłody w upalne dni i to jej okoliczna infrastruktura, zarówno usługowa jak i sportowa, przyciąga tłumy wypoczywających. Nasza „jedyneczka” chowa się w cieniu. I może tak jest lepiej? Bo Pogoria I po latach świetności zasłużyła, by stać się spokojnym miejscem, w którego zaciszu

mieszkańcy mogą uciec od zgiełku miasta i poszukać niezmąconego spokoju na

łonie natury. Za to ją lubię.

 

Piotr Ślusarczyk

 

 

Pływający sen o Arizonie

Człowiek z Katowic powie „O, Arizona z Parku Śląskiego – nasza restauracja!”. Mieszkaniec Dąbrowy Górniczej: „Przecież to Róża Wiatrów! Dąbrowska restauracja z Pogorii!”. Obaj będą mieli rację. Pływający twór z Pogorii I do dziś wzbudza zachwyt i zdumienie. Niektórzy przyjeżdżają z drugiego końca województwa, aby go zobaczyć. Naprawdę!

 

 

Krótki rys historyczny. „Arizona” powstała w 1957 roku w Biurze Projektów i Studiów Taboru Rzecznego we Wrocławiu. Stocznia wyposażyła ją w dwa pływaki, które utrzymywały konstrukcję na powierzchni wody. Silnik typu „Puck” o mocy 60 KM rozpędzał spodek do 5 km/h. Na swój pokład, lokal, który lubi pływać, mógł zabrać jednorazowo 72 osoby, a obsługę stanowiło dwóch członków załogi – plus oczywiście personel gastronomiczny. De facto był to krąg taneczny połączony z kawiarnią. Równolegle stworzono drugą „Arizonę” w postaci nieruchomej barki przybrzeżnej o pojemności 200 osób dla 8 członków załogi. Ta jednak prawdopodobnie została podpalona i skończyła jako dawca części dla pływającej siostry. UFO pierwotnie pływało po zbiorniku Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Do czasu...

 

W roku 1990 obiekt został zakupiony przez biznesmena z Dąbrowy Górniczej i przeniesiony nad Pogorię I. Nawiasem mówiąc, jestem niezmiernie ciekaw, jak wyglądał transport konstrukcji, która przecież ma ponad 15 metrów średnicy! W Poznaniu podobną pływającą kawiarnię transportowano helikopterem – wtedy jednak przegnita konstrukcja nie wytrzymała i po krótkim locie roztrzaskała się o ziemię.

 

W Dąbrowie Górniczej statek przemianowano na „Różę Wiatrów” i wyposażono w nowy silnik „Andoria”. Przez dłuższy czas „Róża” pływała po Pogorii I, dając uciechę kolejnym pokoleniom dąbrowian i gości naszego miasta. Na pokładzie „Arizony” odbywały się imprezy, podczas których pływała po tafli wody – tak samo jak w parku chorzowskim. Dla wielu restauracja była jednym z symboli wypoczynku w Dąbrowie w tamtych latach – i, jak się okazuje, niejeden z nich pamięta ją do dziś. Jak przystało na budynek – albo w zasadzie statek – o tak niecodziennej konstrukcji, wyrosło wokół niej mnóstwo miejskich legend. Na przykład, że podczas jednej z imprez na pokładzie pod tańczącymi zarwał się parkiet i powpadali do wody. Albo, że na samym środku konstrukcji znajdował się właz, przez który nielegalnie (bez kart wędkarskich) łowiono ryby i wrzucano od razu na patelnię. Niektórzy z moich rozmówców opowiadali nawet o podwodnych polowaniach nurków za pomocą kusz! Aż dziw bierze, że wśród tych historii nie ma żadnej o UFO lub innych nadprzyrodzonych istotach. Oczywiście w rzeczywistości wszystkie te rewelacje można wsadzić między bajki.

 

Ostatecznie „Arizona/Róża Wiatrów” z powodu złego stanu technicznego została wycofana z eksploatacji w okolicach roku 2005. Od tamtego czasu cumuje przy brzegu Pogorii na mieliźnie, jedynie od czasu do czasu zmieniając miejsce spoczynku. Obecnie jest w prywatnych rękach.

 

Wiele osób, które pamiętają pływający spodek z dzieciństwa, zapewne chciałoby jego powrotu na szersze wody – co prawda na Pogorii I, ze względu na zakaz pływania łodziami motorowymi, nie jest to możliwe, ale w innej lokalizacji – może kiedyś?

 

Krzysztof Kulik

 

Dziękujemy za rejestrację!