Spór o czerwone sztandary

30.04.2018

W centrum Dąbrowy Górniczej stoi pomnik poświęcony „czerwonym sztandarom”. Często się mówi o „Czerwonym Zagłębiu” i od lat nieprzerwanie 1 maja obchodzimy Święto Pracy. Jednak nie do końca wiemy, czy to powód do chluby, czy wstydu. Spróbujmy to zatem wytłumaczyć tym, którzy, słysząc dzisiejsze polemiki polityczne, nie wiedzą, kto ma rację. Więcej, spróbujmy wytłumaczyć tym, którym w PRL-skich szkołach natrętną propagandą i nachalną polityką historyczną – jak śpiewał bard podziemia, Jan Krzysztof Kelus – splugawiono „słowa czyn, walka i towarzysz”. Nie chodzi o obronę określonej opcji politycznej – czy to dziś czy 100 lat temu – ale o podanie argumentów do własnej oceny.

 

Biali i Czerwoni czy biało-czerwoni

Zaczęło się już w XVIII wieku, pod koniec I Rzeczypospolitej. Nad Sekwaną i Loarą wrzała tzw. Wielka Rewolucja Francuska, a w Warszawie ścierały się siły postępowe z konserwatywnymi. Jedni chcieli zmian, które uważali za konieczne, drudzy uważali, że zmiany te są początkiem upadku. Jedni i drudzy – przynajmniej w deklaracjach – chcieli dobra Rzeczypospolitej i... jednym i drugim się nie udało. Od tej pory będzie już tak ciągle. W czasie powstania listopadowego rewolucyjne masy i zachowawczy generałowie nie dogadają się. W powstaniu styczniowym znów czerwoni będą zbyt prędcy, a biali zbyt powściągliwi. Początkowo działające jako element wspólnego ruchu popowstaniowe kółka samokształceniowe podzielą się na socjalistów i narodowców. To doprowadzi nawet do bratobójczych walk podczas zamieszek roku 1905 (pytanie – czy to ostatnia próba powstania czy pierwsza próba rewolucji? – nigdy nie zostanie rozstrzygnięte). Akurat w Dąbrowie – jak pisał Kazimierz Srokowski (przyszły przewodniczący Rady Miejskiej Dąbrowy po wyzwoleniu) – „nie dochodziło do takich formalnych bitew (...) lecz i tu zaszło kilka skrytobójczych mordów na tle politycznym”. W końcu też – już podczas I wojny światowej – doszło do prowadzenia dwu różnych polityk (strategii). Jedni dąbrowianie, ze Srokowskim na czele, zakładali Komitety Obywatelskie i Straże Obywatelskie, inni, jak np. ksiądz Grzegorz Augustynik (1847-1929), wspierali tworzenie legionów, które dla wielu także miały – choćby przez postać socjalisty Józefa Piłsudskiego – kolor wyraźnie czerwony.

 

Czerwień Zagłębia

Co oznacza czerwień w określeniu „Czerwone Zagłębie” – oczywiście czerwone sztandary noszone przez socjalistów przy wtórze pieśni wzywających do zmiany ówczesnych stosunków społecznych. Jak traktować te formy aktywności – noszenie czerwonych sztandarów, zakazanych tak samo jak noszenie f lag biało-czerwonych, oraz śpiewanie rewolucyjnych pieśni? Pamiętajmy, że dzieje się to w sytuacji, gdy zabraniająca tego władza była władzą zaborczą. Zacytujmy tu tekst z ówczesnego czasopisma opisującego 1 Maja w Dąbrowie w latach 1898-1899 „Ku wielkiej wściekłości władz na wysokich drzewach i na drutach telegraficznych powiewały czerwone chorągwie z napisami: Niech żyje 1 Maja, Niech żyje Polska robotnicza! itd. Kiedy wszyscy obrońcy porządku byli umiejscowieni w parku, robotnicy urządzili pochód manifestacyjny i przeciągnęli dwukrotnie przez miasto z „Czerwonym sztandarem” na ustach. W roku bieżącym manifestacja majowa powtórzyła się, ale z nowymi dodatkami. Robotnicy nieśli olbrzymich rozmiarów czerwony sztandar z napisami: Niech żyje święto 1 Maja!, Niech żyje niepodległa Polska! ” [Leon Wasilewski, Ruch robotniczy w Zagłębiu Dąbrowskim, 1899]. W Zagłębiu czytano nie PPS-owskiego „Robotnika”, lecz jego specjalną odmianę pod nazwą „Górnik”, którego pełny nakład pierwszego numeru (drukowanego w Wilnie) przywiózł ponoć osobiście późniejszy prezydent II Rzeczypospolitej, Stanisław Wojciechowski.

 

Odcienie czerwoności

Oczywiście w ruchu socjalistycznym trzeba wyróżnić grupę internacjonałów, czyli tych, którzy w niepodległości widzieli zagrożenie dla sprawiedliwości społecznej. Ci przyszli komuniści, znacząco się odróżniali od swych PPS-owskich towarzyszy. Będą też z nimi, ale także z członkami Narodowego Związku Robotniczego, prowadzić spór w powstających w roku 1918 Radach Delegatów Robotniczych. Oczywiście, można by zarzucić wszystkim członkom takich rad, że były nie do zaakceptowania, gdyby nie fakt, że w tym samym roku, za granicą pruską, rady, w tym robotnicze, powoływała... Narodowa Demokracja. A niedługo potem rady ludowe na Wileńszczyźnie doprowadziły do inkorporacji Wileńszczyzny do Polski. I co jeszcze bardziej znamienne, po 18 listopada 1918 roku nad Zamkiem Królewskim w Warszawie trzepotała, za zgodą Józefa Piłsudskiego, czerwona flaga. To powód do wstydu czy refleksji?

 

Pierwszy prezydent Dąbrowy

Niewątpliwie socjalistą spod czerwonego sztandaru był pierwszy prezydent Dąbrowy, Adam Marceli Piwowar (1874-1939). Zesłaniec, geolog, polarnik, legionista. Nie został wybrany przypadkowo. Swoją funkcję sprawował przez dwie kadencje, jego portret wisi dziś w dąbrowskim urzędzie miasta, jego imieniem nazwano salę sesyjną rady miejskiej, a w Muzeum Miejskim „Sztygarka” zobaczyć można niezwykle ciekawą wystawę „Adam Piwowar – rewolucjonista, odkrywca, wolnomularz”. Rady Delegatów Robotniczych zostały zlikwidowane, m.in. poprzez działania niegdysiejszego wydawcy PPS-owskiego „Robotnika”, a wówczas ministra spraw wewnętrznych, Stanisława Wojciechowskiego. Nie zakończyło to konfliktów pomiędzy robotnikami a władzą. W II Rzeczypospolitej wielokrotnie strajki i manifestacje wstrząsały Zagłębiem Dąbrowskim. Kto miał rację? Moim zdaniem wiele zależy od tego, z jakiej perspektywy się patrzy. Strajki robotnicze lat czterdziestych, pięćdziesiątych, a później osiemdziesiątych XX wieku – przeciw władzy ludowej – są tak samo częścią naszej historii, jak te z lat trzydziestych. Częścią historii – bez której dzisiejszej Dąbrowy by nie było – są postaci Kazimierza Srokowskiego, księdza Grzegorza Augustynika i Adama Marcelego Piwowara.

 

Skradzione sztandary PPS

W PRL-u przez lata konsekwentnie próbowano zawłaszczyć tradycję ruchu robotniczego i jego symboli dla doraźnej korzyści rządzącej partii. W konsekwencji osiągnięto efekt odwrotny od zamierzonego i polskiemu społeczeństwu, mimo krótkotrwałych sukcesów, skutecznie obrzydzono symbole. Nietrudno wyciągnąć z tego wniosek, że propagandowe wykorzystanie historii prowadzi do zobojętnienia i niechęci społecznej do tradycji jako takiej. Choćby dziś np. zamiast pojęcia spółdzielczości, która w II Rzeczypospolitej była chlubą, szuka się innych pojęć jak kooperatyzm. Zapomina się, że Rządowi Polskiemu w Londynie nie podporządkowały się jedynie skrajne ugrupowania narodowe (NSZ) i komunistyczne (AL), że w procesie 16 przedstawicieli polski podziemnej sądzonych w Moskwie kara dosięgnęła socjalistów – Kazimierza Pużaka i Antoniego Pajdaka, że wśród represjonowanych przez komunistyczną władzę był cały szereg socjalistów z PPS Wolność Równość Niepodległość. Powiedzmy to wyraźnie, polscy komuniści stosowali perfidną metodę przebierania się w bohaterskie szaty tych, których zwalczali. Warto o tym wiedzieć i dzisiaj. Można mieć inne poglądy niż ci, którzy 100 lat temu w imię niepodległości Polski oddawali swoje życie pod czerwonym sztandarem, ale odbieranie im zasług jest niegodne.

 

Piotr Frączak

 


Piotr Frączak - społecznik, działacz pozarządowy. W latach 1984-1986 członek redakcji podziemnego pisma „Front Robotniczy”, gdzie publikował pod pseudonimem „Połtawski”. Od początku lat 90. jeden z animatorów ruchu pozarządowego w Polsce. Współtwórca i długoletni Prezes Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Autor książki „W poszukiwaniu tradycji. Dwa dwudziestolecia pozarządowych inspiracji” (Warszawa 2010), przypominającej historię 100-lecia ruchu komitetów obywatelskich lat 1914-1915. Jeden z inicjatorów akcji ufundowania tablicy pamiątkowej w Dąbrowie Górniczej poświęconej Dąbrowskim Komitetom Obywatelskim z roku 1914.

 

 

Dziękujemy za rejestrację!