Trzy skarby, trzy historie

30.11.2018

Pewnie nieraz słyszeliście o skarbach ukrytych w kominie, skrytkach pod podłogą czy zakopanych pod ziemią. O trzech takich historiach, które wydarzyły się w Dąbrowie Górniczej, opowiada Krzysztof Kulik.

 

Sztandar zza szafy

Wyobraź sobie taką oto sytuację. Siedzisz u swoich rodziców (wraz z resztą najbliższej rodziny) na niedzielnym obiedzie i herbatce. Lata 80., głęboki PRL, za oknem właśnie rozkwitają pierwsze pąki wiosennych kwiatów. Rozmawiacie o pogodzie, pracy i innych drobnych wydarzeniach minionego tygodnia. Ktoś bierze sobie kawałek ciasta, wujek nalewa kolejną filiżankę kawy i nagle ciocia postanawia odkryć przed tobą sekret. Po czym wyciąga zza szafy... zaginiony sztandar dąbrowskich legionistów!

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę w bloku przy ulicy Adamieckiego. Ale zacznijmy od początku. Stefan Kopecki był jednym z wielu dąbrowian, którzy podczas I wojny światowej zaciągnęli się do Legionów Polskich. Swoją służbę pełnił od października 1915 do lipca 1916 roku. Brał udział, między innymi, w słynnej bitwie zwanej potocznie „Cudem nad Wisłą”. Od 1918 do 1921 roku służył w Wojsku Polskim i dopiero w 1922 roku wrócił z wojennej tułaczki do rodzinnego miasta. Jako były legionista brał czynny udział w życiu Związku Legionistów oddział Dąbrowa Górnicza. Organizacja w 1935 roku otrzymała sztandar. Na listę fundatorów wpisało się nie tylko wielu znamienitych dąbrowian i organizacji międzywojennych, lecz mnóstwo ludzi z całej Polski, m.in. marszałek Edward Rydz-Śmigły czy żona Józefa Piłsudskiego. Ogromny sztandar szyty złotą nicią z herbem miasta zajął zaszczytne miejsce w siedzibie organizacji. Od tego czasu legioniści wiedli prym na różnego rodzaju paradach miejskich. Zapewne sztandar zwiedził też spory kawał kraju, a każda podróż dopisywała nowy fragment jego historii. W archiwach Muzeum Miejskiego „Sztygarka” udało się na przykład odnaleźć fotografie przedstawiające sztandar podczas przemarszu pod będzińską „Nike”, w tej samej kopercie znajdowały się zdjęcia z odsłonięcia Pomnika Czynu Legionowego w Kielcach.

 

Nadeszła jednak II wojna światowa i sztandar jako znamienity symbol polskości szybko zostałby zniszczony przez okupanta. Zapadła więc decyzja o jego ukryciu. Zadanie z pozoru błahe, lecz w rzeczywistości bardzo niebezpieczne – w przypadku odkrycia kryjówki, osoba, która go ukrywała, niechybnie zostałaby zamknięta w więzieniu, jeżeli nie rozstrzelana na miejscu. Represje nie ominęłyby zapewne również najbliższej rodziny. Zadania tego podejmuje się jednak Janina Kopecka, żona wyżej wspomnianego Stefana Kopeckiego.

 

Początkowo sztandar został ukryty w kominie kamienicy przy ulicy Batorego (obecnie budynek nie istnieje). Jedną z zagadek jest sposób ukrycia materiału w kominie – na zdjęciach widać, że jest on w doskonałym stanie – ani kurz, sadza czy wysoka temperatura nie wpłynęły na jego kondycję. Potem przeprowadził się wraz ze swoją „opiekunką” do bloku przy ulicy Adamieckiego, gdzie zajął „zaszczytne” miejsce za szafą. Pani Janina sztandaru nie pokazywała nawet najbliższej rodzinie, nikt nie miał pojęcia o jego istnieniu, aby nawet niechcący nie wygadał się, nie zdradził tajemnicy inie spowodował utraty pamiątki. Sztandar został odkryty przed bliskimi dopiero w latach 80., gdy pani Janina miała już blisko 80 lat.

 

W końcu w 1993 roku sztandar trafił do Krakowa, a jego przekazanie przyjęło bardzo uroczystą formę. Od tego czasu można go podziwiać na wystawie w Muzeum Czynu Niepodległościowego w Krakowie.

 

Pomnik bez głowy

Jest rok 2005, Gołonóg. Ekipa budowlana przekopuje jedną z posesji w celu wykonania niezbędnych prac ziemnych. Pracę przerywa głuchy dźwięk łyżki koparki uderzającej o głaz. Jeden z robotników nieśpiesznie (poprawiając przy tym cztery razy czapkę i spalając półtora papierosa) okopuje głaz naokoło. Powoli zarysowuje się postać bezgłowego człowieka. I przez chwilę robi się dosyć makabrycznie...

 

Szybko jednak okazuje się, że to bez głowy posąg. Jeden ze starszych mieszkańców dzielnicy identyfikuje postać jako... zaginiony pomnik. Pomnik Żołnierza Zwycięzcy. Odsłonięto go 72 lata wcześniej (w roku 1933), w rocznicę odzyskania niepodległości, u zbiegu ulic Kościelnej i Laski. Była to, ustawiona na postumencie, naturalnych rozmiarów postać młodego żołnierza trzymającego karabin, w umundurowaniu legionisty. W dolnej części monumentu widniał orzeł rozpościerający skrzydła do lotu. Kompozycję dopełnia tablica z napisem „BRACIOM POLEGŁYM W WALCE O NIEPODLEGŁOŚĆ, ZWIĄZEK PODOFICERÓW REZERWY. GOŁONÓG 11 XI 1933 R. ”. Pomnik górował (bez przenośni) nad dachami drewnianych chat Gołonoga i od odsłonięcia wszelkie dąbrowskie uroczystości związane z niepodległością odbywały się właśnie w tym miejscu. Zamysłem autora pomnika i fundatorów (mieszkańców dzielnicy Gołonóg) było upamiętnienie żołnierzy-ochotników, często niepełnoletnich (stąd postać chłopca), którzy ginęli za niepodległość ojczyzny. W lutym 1940 roku pomnik został zburzony przez Niemców.

 

Ocalałe resztki ukrył Antoni Detko. I wszelki ślad po pomniku zaginął na wiele lat. Korpus rzeźby odkryto dopiero w roku 2005 podczas prac ziemnych na jednej z posesji. Został on zabezpieczony i przeniesiony do Muzeum Miejskiego Sztygarka. Od razu też podniesiono temat odbudowy postumentu. Stało się to w2009 roku. Zrekonstruowany pomnika możemy oglądać na Placu Bema w Gołonogu.

 

Skarb wybity z głowy

W jednej z drogich kawiarni w centrum Sosnowca, w latach 30., co tydzień przesiaduje grupka znajomych przedsiębiorców i kupców. Najczęściej przy dobrym alkoholu, ustalają plany kolejnych spotkań i wyjazdów towarzyskich. A jako osoby z wyższych sfer często bawią na przeróżnych balach, spektaklach teatralnych, zwiedzają wielkie miasta. Znudzeni wciąż powtarzającymi się schematami, poszukują historii z dreszczykiem. Na jednym z tych posiedzeń pewna kobieta z pasją opowiada o poszukiwaczach złota i skarbów z Ameryki. Opowieść to niezwykle barwna, skrzy się od emocji i środków poetyckiego wyrazu. Od słowa do słowa włączają się do niej kolejne osoby z towarzystwa. Z czasem dla wszystkich staje się jasne, co będą robić w wolne dni…

 

W roku 1935 w Sosnowcu (z kołem w Dąbrowie Górniczej) zawiązało się Towarzystwo Poszukiwaczy Skarbów. Na czele organizacji stanął kelner, a jako cel swojej pierwszej wyprawy poszukiwacze obrali Okradzionów. Według legendy to właśnie tam, pod kapliczką, ukryto złote talary.

 

Wprawdzie nie było wiadomo, w jakich okolicznościach skarb się tam znalazł – czy to podczas I wojny światowej, za czasów zaborów czy też jeszcze wcześniej. Nie wiadomo też, o którą z istniejących w miejscowości kapliczek chodziło. Tak czy inaczej, w grudniu 1935 roku, członkowie Towarzystwa uzbrojeni w łopaty i inne niezbędne narzędzia wybrali się do Okradzionowa szukać skarbu pod kapliczką św. Antoniego. Ich wyprawa nie zakończyła się jednak sukcesem. Można nawet powiedzieć, że ponieśli sromotną klęskę.

 

Mieszkańcy Okradzionowa ze skarbu okraść się nie dali. Gdy dowiedzieli się o planach „grabieży” kapliczki, wyszli intruzom naprzeciw. Za pomocą drągów miejscowi skutecznie wybili z głowy poszukiwaczy ochotę na poszukiwania.

 

Krzysztof Kulik

 

Serdeczne podziękowania dla Soni Gluzniewicz za opowieść o sztandarze i udostępnione materiały. Wstępy do historii fabularyzowane.

Dziękujemy za rejestrację!