Czwartek, 12 grudnia, 2019

Robotnicy już szli z trumną przez miasto. Ale fabryka wcale nie umarła


Na Górnym Śląsku i w Zagłębiu nie wszystkie miasta mają rynek. Nie w każdym zostało wytyczone wyraźne centrum. Ale budowa takiego miejsca od podstaw, i to według pomysłu mieszkańców, to ewenement.

Kwiecień 2010 roku. 100 pracowników fabryki Obrabiarek Ponar-Defum idzie pod Urząd Miasta w Dąbrowie Górniczej. Mają blisko, bo fabryka działa w samym środku miasta, na tyłach socrealistycznego Pałacu Kultury Zagłębia. Robotnicy niosą na ramionach zbitą naprędce trumnę. Umieścili na niej klepsydrę, która zawiadamia o zgonie państwowej firmy. – W fabryce pracuję już ponad 30 lat. Pracuje tu też mój mąż. Co mamy teraz zrobić!? Ziemię mamy jeść? – mówi jedna z kobiet, suwnicowa w Defum.

Ponadstuletnia fabryka tonie w długach. 12 mln zł to dla zakładu astronomiczna suma. Państwo chce podać firmie kroplówkę – pożyczkę z Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorstw, ale nikt nie ma złudzeń, że na pomoc już za późno. Do Defum wszedł już komornik i aby odzyskać pieniądze wierzycieli, chce firmę podzielić i wyprzedawać jej majątek. Na początek pod młotek mają iść dwie działki. Pracownicy boją się, że to początek końca.

– Jestem za tym, żeby zakład uratować – odpowiada protestującym Zbigniew Podraza, ówczesny prezydent Dąbrowy Górniczej. Ale mówi też, że niewiele może zrobić. Los Defum zależy przede wszystkim od państwa, ZUS-u i fiskusa. Prezydent nie wie jeszcze, że za kilka lat podejmie najważniejszą decyzję w najnowszej historii tego miejsca.

Zaczęło się od warsztatu

Początki fabryki sięgają lat 70. XIX wieku. W pobliżu torów kolejowych wyrósł warsztat kowalsko-ślusarski. W 1882 roku była to już fabryka R. Farkaca i S-ki. Powstawały tu maszyny dla zakładów cukierniczych. Trzy lata później zakład został wykupiony przez Emila Škodę z Pilzna. Na krótko, bo po paru latach fabryka znowu zmieniła właściciela.

W latach 90. XIX wieku dąbrowską fabryką zainteresowali się bogaci przemysłowcy działający na terenie Sosnowca: Wilhelm Fitzner i pochodzący ze Szwajcarii Konrad Gamper. Zakłady Fitznera i Gampera produkowały kotły parowe (m.in. na zamówienie dworu cesarskiego w Petersburgu), podgrzewacze wody, aparaty do oczyszczania wody, przewody rurowe i inne elementy budowlane. Pomieszczenia fabryczne były przestronne i wyposażone w wentylację oraz oświetlenie elektryczne, co nie było częste na początku XX wieku. Przed rokiem 1914 dąbrowskie zakłady zatrudniały 400 pracowników.

W latach międzywojennych zakład wykonywał m.in. części do lokomotyw kolejowych produkowanych w Chrzanowie. Od 1928 roku fabryka weszła w skład spółki pod nazwą Zjednoczone Fabryki Maszyn, Kotłów i Wagonów L. Zieleniewski i Fitzner-Gamer SA.

Ostatni państwowy zakład w województwie śląskim

Po II wojnie światowej nastały nowe porządki. W 1949 roku zakład został upaństwowiony. Nowe władze nadały mu nazwę Śląsko-Dąbrowska Fabryka Urządzeń Mechanicznych, a od 1959 roku - Dąbrowska Fabryka Obrabiarek DEFUM im. Stanisława Krzynówka.

W latach 50. XX wieku rozszerzono asortyment produkcji o tokarki karuzelowe. Zakład nie narzekał na brak zamówień. W socjalistycznej Polsce brakowało maszyn i urządzeń, więc pełną parą pracowały tu oddziały: obróbki mechanicznej ciężkiej, obróbki mechanicznej lekkiej oraz montażu. W 1966 roku wybudowano nową halę montażową wraz z zapleczem socjalnym. Parę lat później powstał biurowiec i specjalnie zaprojektowane pomieszczenia dla konstruktorów maszyn. U progu lat 70. Defum połączono z Kombinatem Obrabiarek Ciężkich PONAR-PORUM w Porębie koło Zawiercia. I powstał Ponar-Defum.

Czasy PRL-u były pomyślne dla firmy. W 1973 roku otworzyła nawet własną zawodówkę, by mieć odpowiednie kadry w miejsce odchodzących na emeryturę pracowników. Produkowane w dąbrowskiej fabryce tokarki karuzelowe oraz wiertarkofrezarki były eksportowane do wielu krajów. Ostatni duży sukces odnotowano w 2004 roku, gdy na zlecenie ministerstwa obrony USA w fabryce stworzono szlifierkę do obróbki komór nabojowych do armat okrętów wojennych.

Potem zaczął się powolny upadek firmy. Zamówień było coraz mniej, a ciężar długów stał się nie do udźwignięcia. Zdarzało się, że pracownicy miesiącami nie dostawali wypłat. W końcu zapadła decyzja o likwidacji państwowej firmy. Ostatecznie stało się to zaledwie cztery lata temu. Ponar-Defum był ostatnim państwowym zakładem w województwie śląskim.

Puste hale i cztery hektary terenu

Po fabryce, w której pracowało kilka pokoleń dąbrowian, pozostały puste hale, mniej lub bardziej zniszczone, rozlokowane na czterech hektarach terenu. Nieruchomość została wyceniona na 8 mln zł. Niedużo, ale chętnych na kupno nie było. W końcu jedyną ofertę złożyło miasto, którym rządził wtedy Zbigniew Podraza. Zakup nieruchomości miał być początkiem projektu Fabryka Pełna Życia.

Pomysł urodził się kilka lat wcześniej, w 2006 roku, gdy w strategii Dąbrowy Górniczej zapisano, że tereny po Defum mają się stać tętniącym sercem i wizytówką miasta. Planiści, urzędnicy i radni uznali, że to ogromna szansa, ponieważ Dąbrowa Górnicza, podobnie jak wiele innych przemysłowych miast Górnego Śląska i Zagłębia, była pozbawiona klasycznego centrum. Tereny po Defum, położone między stacją kolejową a Pałacem Kultury Zagłębia oraz główną arterią komunikacyjną, wydawały się wręcz wymarzonym miejscem do zbudowania zupełnie nowego centrum miasta.

Projekt tworzony z mieszkańcami

– Wyobrażam sobie osoby siedzące w kawiarni i spoglądające na tablicę z rozkładem jazdy pociągów – od stolika do stacji będzie tylko 200 metrów – mówi w 2015 roku Marcin Bazylak, wtedy jeszcze pełnomocnik prezydenta, a dziś jego następca na tym stanowisku. Zanim jednak ktokolwiek wbije tu pierwszą łopatę, trzeba poszukać pomysłów. W Dąbrowie Górniczej zdano się na mieszkańców.

– Ostateczna odpowiedzialność i tak spadnie na władze miasta, ale musimy rozmawiać z ludźmi, ponieważ jest wiele pomysłów, które nie przyszłyby nam do głowy. Szukanie pomysłów i rozmowa o nich jest najważniejsza. Musimy też znać obawy mieszkańców. Pomyśleliśmy np., że można tu zorganizować targ. Mieszkańcy okolicznych bloków szybko nam przypomnieli, targ już był i nie chcą do takiego pomysłu wracać – opowiada prezydent Bazylak.

Ostatecznie urzędnicy postanowili przeprowadzić konsultacje społeczne, jakich miasto jeszcze nie widziało. Stworzono plan spotkań, uruchomiono program, w którym każdy mógł się starać o mikrogranty w wysokości do 20 tys. zł na organizację różnych imprez na terenie dawnej fabryki. Cel był jeden: zapoznanie mieszkańców z miejscem, które wkrótce ma tętnić życiem. Puste Defum ma się naprawdę zmienić w Fabrykę Pełną Życia.

Tak zaczyna się historia wielkiej przemiany. O tym, jak przebiegały rozmowy z mieszkańcami, jakie mieli pomysły i co dzisiaj dzieje się z projektem, napiszemy w kolejnych tekstach o Fabryce Pełnej Życia.

 

Przemysław Jedlecki

Gazeta Wyborcza


« Poprzednia aktualnośćNastępna aktualność »

Dziękujemy za rejestrację!